(click here for English version of this post: Girls, Driving, Coding, Colours)
W pierwszych postach wspomniałam kilka niezbyt przyjemnych sytuacji z życia zawodowo-naukowego, w których musiałam stawić czoła wyrażanym na głos opiniom na temat możliwości intelektualnych kobiet. Temat wydawał mi się pogrążony w mrokach dziejów i bezpiecznie odległy, przynależny do szuflady z napisem „złe rzeczy, które zamieniły się w dobre angedoty”.
Do czasu.
Jestem w tej chwili jedyną dziewczyną w zespole. Brakuje mi towarzystwa kobiet nie tylko dlatego, że nie mam komu poskarżyć się na kobiece fizyczne dolegliwości. Po czterech latach edukacji w środowisku sfeminizowanym (28 pięknych, ambitnych dziewczyn w trudnym wieku w jednej klasie) i kolejnych pięciu w świecie testosteronu, jestem zdeklarowanym zwolennikiem (względnej przynajmniej) równowagi.
Główny wątek. Zebranie projektowe. Kwestie merytoryczne już omówione, nastąpiło zauważalne rozprężenie. Rozmowa zeszła najpierw na temat Doktora Formatki, dobrze znanego studentom UAM jak i PP, a później na temat Pani Czcionki (swoją drogą, nie rozważyłam wcześniej intrygującej kwestii stopnia PANI Cz.), o której na UAM nikt jeszcze nie słyszał. Historia w skrócie: Pani Czcionka, najwyraźniej nie potrafiąc odnieść się rzetelnie do treści pracy, koncentrowała się na aspektach wyglądu i formatowania. Dłuższą chwilę pławiliśmy się w dobrym samopoczuciu, gdy jeden z moich kolegów z pracy, pełniący nadrzędną rolę w projekcie, którego dotyczyło spotkanie, uciął wspominki słowami „wiadomo, kobieta, mówi o tym, na czym się zna”. Ponieważ nie pamiętam tej wypowiedzi co do słowa, przytaczam ją w najdelikatniejszej możliwej wersji – szczerze mówiąc, myślę, że było trochę mocniej.
Jeszcze raz – jestem jedyną kobietą w zespole, a także jedyną kobietą pracującą we wspomnianym projekcie (między zespołami). Od autora tych przedziwnych słów słyszałam wcześniej, że bardzo ceni sobie moją pracę. Zareagowałam od razu, mówiąc, że to chyba przesada, ale niestety, co zdarza mi się dosyć często, irytacja narastała we mnie falami jeszcze długo po fakcie. Żaden z moich kolegów nie postanowił zaprotestować przeciwko takiemu stawianiu sprawy.
Zatem szłam do domu i starałam się zrozumieć sytuację. Stan rzeczy, wedle opisanych słów, przedstawiał się następująco:
- Justyna jest dobrym pracownikiem
- Justyna jest kobietą
- Justyna nie zna się na kolorach
- Kobiety znają się tylko na wybieraniu kolorów
———————————————–
???
Ostatecznie doszłam do wniosku, że zakładając, że autor wspomnianych słów nie miał żadnego powodu, by mówić mi nieprawdę na temat oceny mojej pracy, jedyną interpretacją niesprzeczną z przedstawionymi powyżej założeniami jest ta, w której kobieta obdarzona ścisłym umysłem nie jest traktowana jako kobieta. Jest to interpretacja, którą pewna grupa znajomych osób próbowała mi wcisnąć „na pocieszenie” – „przecież on nie mówił o tobie, najwyraźniej traktuje cię jako członka zespołu, a nie jako kobietę”. Też mi pocieszenie! Po pierwsze, znam sporo kobiet o ścisłych umysłach, a po drugie, przecież te, które myślą bardziej „humanistycznie”, nie sprowadzają się do tej jednej wątpliwej umiejętności (z całym szacunkiem dla wszelkiej maści dekoratorów, którym szczerze zazdroszczę)! Znam lekarki, prawniczki, artystyki, tłumaczki, dziennikarki… u licha.
Odchorowałam to. Po paru latach pracy z trudnym szefem postanowiłam, że nie spędzę ani chwili więcej w miejscu, gdzie z definicji nie szanuje się pracownika. Rozważywszy mniej i bardziej radykalne rozwiązania zdecydowałam się na najprostsze, czyli zwykłą rozmowę. Ustaliłam, że opinia była opinią o konkretnej osobie, a nie o kobietach w ogóle, być może wyrażoną w nie do końca fortunny sposób. Może być.
Przy okazji, po raz pierwszy dotarło do mnie, w jak odmienny sposób można interpretować pozbawione kwantyfikatorów zdania w języku naturalnym. Pytanie do Ciebie, Czytelniku.
Już? Więc jak w końcu jest ze zdaniem „Mężczyźni są lepszymi kierowcami niż kobiety”? Ja zawsze odbierałam takie wypowiedzi jako te opisane kwantyfikatorem ogólnym („dla każdego”…) i z tego powodu zawsze mnie one oburzały. Mój błąd, czy może ktoś mi wciska ściemę? Jak myślicie?
Tags: kolory
Nie łapię skąd stwierdzenie, że “Justyna nie zna się na kolorach”. Przynajmniej z tego tekstu ono dla mnie nie wynika.
To fakt wynikający z mojej wiedzy – nie znam się na kolorach. Myślałam, że widać to po ilustracjach.
Przy okazji jestem ciekawa Twojej opinii na temat tego, czy udało mi się oddać sytuację na zimno i bez emocji, bo naprawdę się starałam
emocje przez tekst przemawiają
ale jest lepiej niż było na facebooku ;]
Szczerze mówiąc to akurat na podstawie tego tekstu nie czuję problemu. Stwierdzenie “wiadomo, kobieta, mówi o tym, na czym się zna” – poza dziwnym wtrąceniem “kobieta” generalnie nie jest obraźliwe. Tzn. myślę, że świat byłby lepszy gdyby wszyscy mówili o tym, na czym się znają
“Stwierdzenie “wiadomo, kobieta, mówi o tym, na czym się zna” – poza dziwnym wtrąceniem “kobieta” generalnie nie jest obraźliwe”
- tyle że chodzi właśnie o to “dziwne wtrącenie”!
Ja bym się tak nie przejmował, w końcu wszyscy wiedzą, że jesteś specem w tym co robisz, a “faceci to świnie” (tak odnośnie kwantyfikatorów i ludzkiej tendencji do nieostrożnego uogólniania).
Heh, nie umiem ocenić, ile w tym sarkazmu
Może problem leży w tym, że ja mam pełną świadomość tego, że do speca to mi jeszcze dość daleko, ale robię co mogę!
I jeszcze – już się nie przejmuję, uważam tę sytuację za wyjaśnioną. Właściwie to liczę na to, że może jednak kogoś uwrażliwię, i w podobnej sytuacji odpuści sobie taki tekst.
sarkazmu w tym niewiele, po prostu stwierdzam że nie ma się tym co przejmować aż tak, bo tak jak mężczyźni uogólniają, tak samo robią to kobiety, co oczywiście nie zmienia faktu, że takie teksty w pracy są wysoce nieprofesjonalne.
Mam komentarz odnośnie ankiety. Odpowiedź, której mi brakuje, a którą bym bez wahania zaznaczył, byłaby nastepująca: “Gdyby losowo wybrać jednego kota z całej kociej populacji, i losowo wybrać jednego psa z całej psiej populacji, to prawdopodobieństwo tego, że będę lubił tego psa bardziej, niż tego kota jest większe, niż prawdopodobieństwo tego, że będę lubił tego kota bardziej, niż tego psa”.
Dlaczego uważasz, że nie jest to równoważne z odpowiedzią 2?
Nie uważam, że jest nierównoważna, tylko moim zdaniem odpowiedź 2 nie jest zupełnie jednoznaczna. Co oznacza własciwie “lubię większość psów bardziej, niż większość kotów”?
“Co oznacza własciwie “lubię większość psów bardziej, niż większość kotów”?”
“Gdyby losowo wybrać jednego kota z całej kociej populacji, i losowo wybrać jednego psa z całej psiej populacji, to prawdopodobieństwo tego, że będę lubił tego psa bardziej, niż tego kota jest większe, niż prawdopodobieństwo tego, że będę lubił tego kota bardziej, niż tego psa”
OK, to mnie przekonałaś!:)
Cześć! Studiowałem na PP i mam zupełnie inne zdani o pani Czcionce.
Piszesz bardzo dbale (a swoją drogą ciekawie), więc pewnie dostrzegasz niedbałość większości twórców tekstów. Nie mam na myśli tylko “magisterek”, to samo dotyczy pism urzędowych i biznesowych. Ja zaś czuję brak szacunku do czytelnika, kiedy otrzymuję niedbale napisane pisma (może to dziwne, jednak każdy ma jakieś odchylenia; z kolei uwielbiam też zaciągnąć się zapachem z pudełka po mrożonej pizzy). Pani Czcionka czuje misję krzewienia dbałości o wygląd dokumentów, czemu się nie dziwię – kto inny na to zwróci uwagę, jeśli nie ona?
Już na pierwszym roku studiów pokazywała nam, jak używać stylów w Wordzie, co jednak przerastało 80% studentów w mojej grupie. W pracy moje naciski na korzystanie z tych stylów po kilku latach powoli zaczynają dawać efekty, dzięki czemu przynajmniej można zmniejszyć liczbę fontów występujących w dokumencie do wartości, którą można uzasadnić.
A w zakresie zasadniczej sprawy poruszonej w poście mogę Ci pogratulować wyjaśnienia całej sprawy
Cieszę się, że to piszesz. Bałam się właśnie, że nie znając osoby, o której mowa, nawet jeśli pełni ona epizodyczną rolę w całym tekście, mogę ją skrzywdzić. To już któraś taka opinia – Pani Czcionka jest w porządku!
Na koniec, zupełnie poważnie: uważam, że na każdych studiach powinny być obowiązkowe zajęcia z typografii. Dziękuję za opinię o dbałości! Muszę jeszcze zadbać o sieroty na końcach linii
Może do sierot wystarczy jakaś wtyczka “auto correction”, która zamieni każde ” a ” na ” a ”
Powodzenia!
wordpress.com to gotowa instalacja, nie mogę sobie dokładać wszelkich możliwych wtyczek. Ostatnio tłumaczyłam to komuś przy okazji pytania o dwujęzyczność bloga. Najlepsze, co mogłam zrobić w tej sytuacji to po prostu dwie kategorie linkowane ze strony głównej. Co do sierot, come on, 5 minut na napisanie skryptu
Tylko trzeba się zabrać.
Póki co, gotowe rozwiązanie, jeśli chodzi o stosunek poświęconego czasu do jakości, wyglądu itp. w pełni mnie satysfakcjonuje.