(click here for English version of this post: Ubuntu (en))
Naszło mnie, kiedy znajomy informatyk (od razu przepraszam za uproszczenie) znalazł na półce w Tesco napój o nazwie Ubuntu Cola (poniżej zdjęcie ze strony http://www.ethicalsuperstore.com/) i umieścił zdjęcie na Facebooku w ramach branżowego żartu. Moi drodzy, Ubuntu Cola (żeby nie było, nie jestem w stanie zignorować komizmu tej nazwy) to nie podkradanie marki dystrybucji Linuksa, tylko nawiązanie do tej samej idei, której zawdzięcza ona swoją nazwę.
Ubuntu to afrykańska filozofia, której zwolennikiem jest między innymi Nelson Mandela. Samo słowo Ubuntu bywa tłumaczone jestem, ponieważ jesteśmy. U podstaw tej humanistycznej filozofii leży odrzucenie indywidualizmu, poszanowanie wartości ludzkiego życia, wspólnota, resocjalizacja w miejsce kary, dialog i tolerancja. Desmond Tutu (swoją drogą, laurerat Pokojowej Nagrody Nobla) pisze (tłumaczenie własne, oryginał w angielskiej wersji postu, jeśli ktoś zna oficjalne i ładniejsze, zachęcam do wskazania), a ja cytuję za The African Philosophy Reader:
Ubuntu to sama istota bycia człowiekiem, to część daru, który Afryka ofiaruje światu. Ubuntu to gościnność, dbanie o innych, wychodzenie im naprzeciw. Wierzymy, że człowiek jest człowiekiem poprzez innych, że moje człowieczeństwo jest nierozerwalnie związane z Twoim. Jeśli odmawiam Ci człowieczeństwa, niepowstrzymanie odmawiam go także sobie. Pojedyncza istota ludzka to oksymoron. Z tego powodu pragniemy pracować dla dobra ogółu, gdyż człowieczeństwo wyraża się we wspólnocie i przynależności.
Pasuje do ruchu wolnego oprogramowania, prawda?
Słowo to w kontekście innym niż linuksowy poznałam podczas organizowanych przez British Council warsztatów Międzykulturowi Nawigatorzy, które nauczyły mnie dość sporo, ale o tym zaraz. Pamiętam dość długo blok zajęć, bogato ilustrowany materiałem filmowym, w którym przedstawiciele afrykańskich plemion mówili o tym, jak wdrażają tę ideę w życie. Jeśli ktoś nie ma picia lub jedzenia, należy o niego zadbać. Jeśli ktoś nie ma siły do pracy, należy mu pomóc i go wyręczyć, i tak dalej. Przez cały czas moja wschodnio-zachodnia głowa próbowała znaleźć odpowiedź na jedno pytanie: „jak ochronić się przed oszustwem”? Jak długo można „nie mieć sił do pracy”? A co, jeśli ta osoba przez całe życie będzie odprężała się kosztem wysiłków całego plemienia, i nigdy nie zwróci nawet ułamka otrzymanych przysług i wysiłków? Odpowiedź była jedna: „nic nie szkodzi”, nie chodzi o to, żeby je zwrócił, nie to jest celem.
Skoro już jesteśmy przy tym temacie (spójrz jeszcze raz na zdjęcie z puszką Ubuntu Coli), w Poznaniu otworzył się właśnie pierwszy sklep w całości poświęcony produktom Fair Trade, choć poszczególne produkty od dłuższego już czasu można dostać w niektórych poznańskich sklepach, takich jak Alma czy sklepik Folwarku Wąsowo. Pisząc ten post sprawdziłam wreszcie lokalizację sklepu FT – okazało się, że mijam go często w drodze do pracy (tzn. wtedy, gdy jadę samochodem i parkuję pod domem mojej siostry). Wkrótce zdam relację.
Wracając do Nawigatorów… Nie pamiętam nawet, jak to się stało, że zgłosiłam się do tego programu. Przez kilka miesięcy jeden weekend w miesiącu miałam zajęty spotkaniami z grupą najbardziej zdeterminowanych i świadomych własnego celu ludzi, jakich spotkałam w życiu. Wydaje mi się, że na spotkaniach każdy z nas w ogromnym stopniu odnalazł siebie i nauczył się wiele o innych ludziach. Pod koniec warsztatów mieliśmy szansę aplikować o finansowanie projektów związanych z tematem integracji między kulturami, dzięki czemu kilka miesięcy później przeprowadziłam (wspólnie z kilkoma poznańskimi przyjaciółmi, pozdrowienia dla Ewy oraz Męża, który nie może się doczekać pojawienia się na blogu) warsztaty Babcie do komputerów! – cudowne doświadczenie, tyle że efektem ubocznym było stworzenie grupy spamerów w podeszłym wieku – może wykopię gdzieś różowe szablony maili, które do dziś co jakiś czas otrzymuję. Na razie zdjęcie, więcej na stronie pamiątkowej projektu.
Może ktoś ma ochotę na powtórkę?
Szczęśliwego Nowego Roku!

